Archiwa tagu: M41

Dzień 45 (Sovietabad – Chorog)

90 km, Sovietabad (Савеобод) – Chorog

Mieliśmy ambitniejsze plany, ale dojechaliśmy tylko do Chorog. Już po drodze czułem, że trzeba nam dnia odpoczynku. U naszych gospodarzy za bardzo nie odpoczęliśmy. Ciągle ktoś łaził i trzaskał drzwiami, nawet w nocy. Rano zjedliśmy po kawałku domowego placka i popiliśmy herbatą. Pożegnaliśmy się szczerze, uściskaliśmy sobie prawicę i w drogę. Naprawdę porządni mieszkańcy Pamiru (jak o sobie mówią).

W Chorog znaleźliśmy hotel w centrum za 25$ ze śniadaniem. Tylko trochę pochodziliśmy po mieście, kupiliśmy melona na bazarze i kilka drobnych rzeczy. W hotelu jest bardzo smaczna restauracja i tam się stołujemy, nie mamy potrzeby chodzić dalej.

Samo miasto nie jest małe jak na tutejsze warunki. Położone jest na wysokości 2000 mnpm, i za dnia panuje tu upał, czego nie ma w wyższych partiach gór i miasteczkach tam położonych. Miasto ma dwie główne ulice po obu stronach rzeki Gunt. Gunt znowu wpływa za kilka kilometrów do rzeki Panj (Pyandzh river).

Jutro o 7 mamy zamówione śniadanie i potem lecimy na północ. Po drodze znajdziemy jakiś nocleg.

Tak więc dziś krótki, techniczny dzień z nastawieniem na regenerację. Coraz częściej takie dni są nam potrzebne. Rano też musimy zatankować dobre paliwo, bo to co dziadek z wiadra nalewał nam w Murgab, to się ledwo pali. Moc jest znikoma, brak wolnych obrotów, gaśnie przy redukcjach, słowem gówno a nie paliwo. No ale takie są warunki i nie ma wyboru, trzeba lać co jest dostępne. Tu w mieście są trzy dobre stacje i jutro dowiemy się jaka jest jakość paliwa.

IMG_4850 IMG_4853 IMG_4854 IMG_4855 IMG_4856 IMG_4857 IMG_4861Nasz hotel | Our hotel


Day 45
90km, Sovietabad – Khorugh

Our plans were more ambitious but we rode only to Khorugh. During the ride I felt that we need a day off. We didn’t relax in the house of our hosts. Somebody was walking and banging the door all the time, even at night. In the morning we ate a piece of home-made pie and drank some tea. Said goodbye sincerely, shook our hands and set off. They were truly respectable inhabitants of Pamir (as they call themselves).

In Khorugh we found a hotel in the centre for 25$ and with breakfast. Walked around the city for just a moment, bought a melon on the bazaar and some little things. We have a very good restaurant in the hotel and we’re dining there, don’t need to go anywhere else.
The city in itself is not so small regarding the local conditions. It’s located 2000m above sea level and during the day it’s hot. High temperatures doesn’t occur in higher ranges and towns located there. The city has two main streets along the banks of the Gunt river. Some kilometers away the Gunt flows into the Pyandzh river.

We reserved our breakfast for 7a.m. and then will ride north. We’ll find a place to sleep along the way.

So today we have a short, technical and regeneration-oriented day. We need such days more often. In the morning we will also have to get a good fuel because the one poured from the bucket by the old man in Murghab hardly combusts. The power is minimal, the engine has low idle speed and stalls during reductions. In short, a bullshit. But these are our conditions, we have no choice and pour anything available. The city has three good petrol stations and tomorrow we will know the quality of their petrol.