Archiwa tagu: Olgiy

Dzień 33 (Olgij – Ongudaj)

451 km, Olgij (MGL) – Ongudaj (RUS)

Rano jeszcze dwa małe problemy były: nagle w hotelu nie chcieli przyjąć dolarów za drugą noc (za pierwszą bez problemów) i nie mogłem włączyć SPOTa z powodu wyczerpanych baterii. Zajęło nam godzinę rozwiązanie tych problemów bo wszystkie sklepy otwierane są o godzinie dziesiątej. No ale coś tam jednak było już czynne. Potem od razu w drogę do granicy. Niecałe 100 km asfaltem i jakieś 15 km szuter.

Tak sobie pomyślałem jadąc na stojaka po tym szutrze i właściwie nie myśląc wiele, jak sporo się przy okazji nauczyliśmy jazdy off roadowej. Różne rodzaje stania: na krótkie pokonywanie przeszkody oraz na długą, powiedzmy 20 km tarkę, gdzie jedzie się niemal godzinę na stojąco. Nogi nie wytrzymują i trzeba usztywniać w kolanach. Jak automatycznie zmieniamy biegi na stojąco i hamujemy zarówno przednim jak i tylnym hamulcem. Przyznam, że hamowanie tylnym hamulcem na stojaka jest dla mnie najtrudniejszym elementem. O balansowaniu podnóżkami czy napieraniu na bak udami nawet nie wspominam. Czy o ustawianiu lusterka tak aby było widać co z tyłu. Ja nigdy nie lubiłem takiej jazdy i nie lubię, ale nie da się ukryć, że nasz poziom wiedzy a raczej praktyki poszybował w górę.

Na granicy mongolskiej kolejka około 30 samochodów. Przepchnęliśmy się na sam przód i udajemy wariata. I wjechaliśmy jakoś tym sposobem, potem nie dłużej niż 20 minut papierologii i można jechać dalej. Dalej znaczy 25 km przez ziemię niczyją do granicy rosyjskiej. Tam niestety 3 godziny. Nie ma o czym pisać, wszystko wolno i skrupulatnie 5 okienek w każdym pojedyncza czynność. I nagle bum – przerwa obiadowa jedna godzina. Granica zamknięta, ludzie uwięzieni. W takim razie i my wyjęliśmy po słoiku z jedzeniem i raczyliśmy się obiadem.
W nagrodę po stronie rosyjskiej zmienia się czas o dwie godziny, zatem praktycznie z 3h robi się 1h jaką straciliśmy na granicy (ale ci co jadą do Mongolii stracili 5h, ale to już nie mój interes).

Krajobrazy po granicy takie, że dech zapiera. To Ałtaj. Zaśnieżone szczyty, gładkie drogi, wreszcie można jechać i podziwiać okolice. Coś cudownego. Pierwszy raz od wielu dni na mym licu zagościł banan uśmiechu a jak kładłem się w zakrętach na tych moich kostkach (oponach), to nawet banan “Chiquita”

Motocykle pracują raczej bez zarzutu, wlaliśmy jednak benzynę podłej jakości i zawory dzwonią jak w kościele. Trasa prowadzi przez góry, więc tym bardziej czuć słabe paliwo. Andrzej skarży się na słabą moc ale wiadomo o co chodzi – filtr powietrza. Ja zmieniłem filtr w Numrug i stary wyglądał arcy tragicznie, było tam wszystko, żeby zbudować dom – piach, cement, trawa, liście i cała gama owadów. Tylko że u mnie, zmiana filtra to 5 minut a u Andrzeja dwie godziny. Jutro jedziemy do Barnaul i tam to zrobimy.

I w ten sposób dojechaliśmy do miasta Ongudaj, trafił się taksówkarz i polecił hotel. I bardzo fajny choć z zewnątrz skromny, jest nawet sauna i basen (malutki), nie ma wifi.

IMG_4375 IMG_4378 IMG_4384 IMG_4386 IMG_4389 IMG_4392 IMG_4393 IMG_4394 IMG_4396 IMG_4397 IMG_4398 IMG_4399 IMG_4401 IMG_4403 IMG_4405 IMG_4406  IMG_4409 IMG_4410

 

Poniżej nasz hotel i widok z podwórka | Photos of our hotel and the view from its courtyardIMG_4414 IMG_4413IMG_44122526

 

 


Day 33
451 km, Olgiy (MGL) – Onguday (RUS)

In the morning we had two little problems: unexpectedly people in the hotel didn’t want to accept dollars for the second night (we paid in dollars for the previous one) and I couldn’t turn on my SPOT because the battery was empty. We solved these problems within one hour because all shops here open at 10a.m. But something was already opened. Then we set off and headed for the border. Less than 100km on asphalt and 15 km on break stone.

On the break stone I noticed that we learned a lot in the field of off-road riding. Different types of standing on the motorcycle: for short obstacles and for long, let’s say 20km, “graters” when you are  riding and standing at the same time for almost one hour. The legs can’t bear this toil and we must stiffen our knees. The way we automatically change gears and use the front and the rear brake while standing. I must admit that the ability of using the rear brake and standing at the same time is the hardest element to me. I don’t mention the treadle’s balancing or pressing thighs against the tank. Or the adjustment of the mirror to see what’s behind you. I’ve never liked this type of riding and still didn’t change my mind but it’s obvious that our knowledge and skills went high.

On the Mongolian border we spotted a line of about 30 cars. We pushed forward and played fools but entered somehow in this way. Then no more than 20 minutes for checking and filling in the papers and we can go further through the no-man’s land to the Russian border. It is 25km. Unfortunately we spent 3 hours there. I have nothing to write about. Everything is performed slowly and meticulously.  5 windows, they perform different activities in every one. And then a break – one hour for a dinner. The border closed, people stacked. In this situation we took our jars out and ate the dinner, too.
Our reward was the change of time. We lost two hours so in practice spent only one hour on the border (but people going to Mongolia spent 5 hours but it’s not my business).

The landscapes beyond the border are breath-taking. This is Altai. Snow-covered peaks, plain roads, finally we can ride and watch the country. Something wonderful. For the first time since many days a grin appeared on my face. It was even bigger on the bends.

The condition of our motorcycles is rather good  but we refueled them with a poor petrol and the valves toll like church bells. The road leads us through the mountains and we can hear the poor petrol in the tanks. Andrzej complains about the low power but we know the reason – the air filter. I changed my filter in Numrug and the old one looked really tragic – sand, cement, grass, leafs and insects – everything you need to build a house. But in my vehicle it takes 5 minutes to change the filter, in Andrzej’s – 2 hours. Tomorrow we will ride to Barnaul and we will do it there.

We reached the city of Onguday in this way and met a taxi driver who recommended us a hotel. It is very good but its appearance is modest. There is even a sauna and a tiny swimming pool inside, but doesn’t have a WiFi.

Dzień 32 (Olgij)

Zero km, Olgij

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję. Potrzebowałem i ja przeczytać coś ciepłego i życzliwego.

Wstaliśmy rano tradycyjnie o szóstej ale okazuje się, że dziś nie pojedziemy. Jeszcze nie odespaliśmy i zmęczenie trzyma. Ja poszedłem wczoraj spać o 20 i spałem jak kamień 10 godzin ale Andrzej poszedł wieczorem na miasto coś zjeść (jest ciągle głodny), potem pisał z córką i w sumie poszedł spać późno, w efekcie dziś rano nie mógł wstać. Zatem jeszcze jeden dzień. Mongolia nie chce nas tak łatwo wypuścić, zauważyliście jaka podstępna bestia.

Hotel mamy fajny, parking prywatny, duże dwa pokoje, jeden to sypialnia a drugi salon z tv i oczywiście łazienka z ciepłą wodą.
Ostatni raz myliśmy się normalnie w Karakorum i potem dopiero wczoraj. Jasne że były rzeki, jeziora, butelki z wodą i brudni nie chodziliśmy, ale sami wiecie, że to nie może zastąpić tego łazienkowgo rytuału gdzie wchodzi się na pół godziny lub dłużej, gdzie jest lustro, gdzie człowiek ma całą saszetkę lub kosmetyczkę sprzętu.

Tak samo od Karakorum nie wbijaliśmy czwartego i wyżej biegu. Trójka to był max. To jako ciekawostka.

Może znajdę nareszcie jakiś Internet na mieście to zrobię porządek z filmami i zdjęciami i uzupełnię wpisy. Będzie ulga dla wyobraźni, nie będzie trzeba sobie wyobrażać tylko spojrzeć i już.

Ktoś pytał o formę Andrzeja. Jest wszystko w porządku. Noga już funkcjonuje normalnie, przynajmniej na podstawie krótkiej wczorajszej jazdy motocyklem szukając hotelu. Było kilka dni na zagojenie i jestem dobrej myśli. Z wyglądu jeszcze jest słabo bo nadal sina ale Andrzej uspokaja. Poza tym forma fizyczna dopisuje i nie mamy żadnych deficytów.
Jutro teoretycznie chcieli byśmy dojechać do Bijska, ale to się nie uda. Granica w najlepszym wypadku zajmuje trzy godziny, trochę o niej już czytałem i w trakcie podróży rozmawiałem z podróżnikami, więc wiem.

Więc plan minimum to dojechać do Kosh-Agach i tam nocować a następnego dnia Barnaul. A wcześniej cmentarz Sybiraków w Bijsku.

Kupiłem Internet na kartę i uzupełniłem zdjęcia i filmy na blogu. Pochodziliśmy po mieście ze dwie godziny w sumie. Nie ma o czym mówić, smutek, brud, kurz. Sklepy znakomicie zaopatrzone, salony firm komórkowych dostępne, język rosyjski dość popularny. Ogromna ilość banków jak na takie miasto, chyba ze czterdzieści. I oczywiście to co jest ogromnie popularne w całej Mongolii czyli karaoke, pełno tego.

Wieczorem poszliśmy do upatrzonej wcześniej tureckiej restauracji o nazwie Pamukkale i zjedliśmy doskonałą kolację. W restauracji dość międzynarodowe towarzystwo, Hiszpanie, Izrael, Anglicy, my Polacy. Restaurację polecam, gdyby ktoś był przejazdem.

IMG_4353Nasz hotel, prawda że ładny | Our hotel. Isn’t it nice?

IMG_4355Jest ktoś, kto przyjechał rowerem | Somebody got here by bike

IMG_4358 IMG_4359 — kopia IMG_4360 IMG_4361 IMG_4363 IMG_4364

IMG_4366IMG_4365 IMG_4367  Restauracja Pamukkale | The Pamukkale restaurant

 

 

 


Day 32
Zero km, Olgiy

Thank you for all the comments I have received. I needed to read some warm and kind words.

We traditionally woke up at 6 a.m. but decided that we won’t ride today. We haven’t got enough sleep yet and still feel tired. Yesterday I went to bed at 8 p.m. and have slept like a log for ten hours but Andrzej went to eat something in the town (he’s still hungry) then chatted with his daughter and went to bed late. In the end, he couldn’t wake up today. Thus we have another free day. Mongolia doesn’t want to let us go. Have you spotted what a tricky beast it is?

Our hotel is cool, it has a private parking, two large rooms, a bedroom and a living room with tv. And a bathroom with warm water, of course.
The last time we washed ourselves in a normal way was in Karakorum and since then we have had a proper bath only yesterday. There were rivers, lakes, bottles with water and we weren’t dirty but you know that it cannot replace this bathroom ritual when you enter it and stay there half an hour or longer, where you have a mirror and a man has a sachet or a vanity case full of his equipment.

Like in Karakorum, we didn’t ride on the fourth or higher gear. The third gear was the maximum. It’s an interesting fact.

Maybe I’ll find at last any source of the Internet in the town. Then I will put the movies and the photos in order and complete my posts. It will be a relief for the imagination, I won’t have to imagine things but I will simply look at them and that’s all.

Somebody asked about Andrzej’s condition. Everything is all right. The leg is already normal. We can say it basing on the brief yesterday’s ride in search of any hotel. It had some days to heal and I’m optimistic. Its appearance isn’t good because it is still livid but Andrzej calms me down. Our physical form is good and we have no deficiencies besides the above-mentioned problem.

Theoretically we would like to ride to Biysk tomorrow but it’s unreal. We will spend three hours on the border and it’s an optimistic scenario. I read some information about it and talked to travelers during the journey so I know it.

In this situation, our minimum plan is to reach Kosh-Agach, sleep there and go to Barnaul on the following day. And we will visit the cemetery of Polish prisoners in Siberia in Biysk.

I bought an Internet card and completed my photos and movies on the blog. We walked around the city for two hours. Nothing interesting. Sadness, dirt, dust. Well-stocked shops, salons of mobile network companies are available, Russian language is quite popular. A huge amount of banks in relation to the town’s size. Around forty. And karaoke. It’s very popular in every part of Mongolia.

In the evening we went to a Turkish restaurant which we spotted before. Its name was Pamukkale and we ate a great supper there. In the restaurant we met an international company – Spaniards, Jews from Israel, Englishmen and we, Poles. We recommend this place to the people in transit.