Dzień 14 (ostatni). Los Angeles

Po śniadaniu wracamy do LA. To już ostatni dzień. Dziś odlatujemy do Warszawy. Lot mamy w nocy. Cały dzień dla nas jeszcze.

Zaczynamy od kupienia czapki dla Jacka. To ważna rzecz. Wybór spory, ale tylko ta jedna jedyna pasuje.

Chyba najbardziej znany napis na świecie.

I na tym kończę relację. Tradycyjnie wrzucę za kilka dni podsumowanie finansowe dla zainteresowanych

Dziękuję za poświęcony czas.

[Aktualizacja]

Całkowite koszty wyniosły 26 tysięcy złotych.

Dzień 13. Las Vegas

Nie udało nam się z Sequoia dojechać do Vegas wieczorem. Zatrzymaliśmy się w motelu w Bakersfield i rano kilka godzin autostradą przez pustynię Mojave do LV.

Motel w Bakersfield

Na pustyni kilka fotek. Nie było niestety klasycznego w moim wyobrażeniu Joshua tree.

Obiad u Peggy Sue’s. Jedzenie prawie domowe w smaku, porcje duże. Restauracja przy drodze, reklamująca się wiele kilometrów wcześniej. Naprawdę warto było się zatrzymać.

Focia przy granicy stanu Nevada i przy znanym znaku Welcome To Fabulous Las Vegas Nevada. Jest on w samym mieście i żeby zrobić zdjęcie, trzeba odstać parę minut w kolejce. W tym czasie Elvis zabawia nas rozmową.

Zawsze jak wjeżdżamy na noc do miasta, to sprawdzamy kto tu koncertuje. W Vegas było kilka naprawdę dobrych występów tego dnia. Ania kupiła bilet na Santanę. Ja nie słucham go na tyle aby iść na koncert, więc w tym czasie zwiedzałem miasto.

Oto zdjęcia z the Strip. Długiego bulwaru tętniącego życiem. Mało powiedziane, to szaleństwo co tam się dzieje. Nie oddają tego klimatu zdjęcia.

Przeróżne pojazdy można zobaczyć

Za dwa tygodnie w Vegas będzie wyścig F1. Przygotowania toru trwają.

Kolejny kocurek w kłopocie

Używki też są dostępne legalnie